Walentynki?! Miłość?! Jednak wolę rozwód.

Święto zakochanych, czyli Walentynki nie przejdą dziś bez echa. Wszechobecna miłość, wyszukane prezenty, romantyczne kolacje. Jednak dla mnie 14 lutego ma też inne symboliczne znaczenie. Jakie?  Zaraz się przekonasz.Miłość to dziwna sprawa. Przyznam, że nie jestem już jedną z tych zakochanych, zaślepionych miłością kobiet, która dla swojego wybranka zrobi wszystko.

Kiedyś miłość

oznaczała dla mnie wspólne spędzanie każdej wolnej chwili. Związek był dla mnie czymś najważniejszym na świecie. Nie liczyło się moje JA, liczyło się jego zdanie. Miłość wtedy była dla mnie ślepa. Mimo wielu znaków na ziemi i niebie, nie zwracałam uwagi na sytuacje, zachowania, porady innych. „Zakochana” nastolatka, która odrzuciła swoje wewnętrzne pragnienia, by zadowolić innych. Brak pasji, brak możliwości, brak decydowania o swojej osobie. Tak kiedyś wyglądała dla mnie miłość.

Trudna miłość walentynki

Foto Unsplash

Walentynki 2014r.

To wtedy Walentynki stały się dla mnie symbolem miłości. Miłości do samej siebie. Miłości do swojego niezależnego życia. Miłości i pragnienia bycia niezależną kobietą i szczęśliwą matką. To wtedy zapragnęłam wolności i nie bałam się odejść. Wiem przecież, że pozorna złota klatka szczęścia mi nie da.  Walentynki 2014 r. to mój ukochany dzień zakochanych, to dzień, w którym postanowiłam złożyć pozew o rozwód. 

Foto Unsplash

Miłość teraz

to dla mnie bycie sobą przy drugiej osobie. Po przejściach rozwodowych, już wiem, że miłość oznacza bycie jednostką w związku. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna będąc razem muszą mieć swoje pasje, swój czas, swoje prywatne życie. Gdy tego zabraknie i pojawia się kontrola, zakazy i nakazy to wiem, że z miłością nie ma już do czynienia.

Dziś miłość to dla mnie swobodne życie z drugą osobą. To szacunek do siebie i do swoich zamiłowań. To spędzanie wieczorów wspólnie, ale gdy jest taka potrzeba osobno. To bycie ze sobą, a nie życie dla siebie.

Miłość to wspólne dbanie o siebie i swoje otoczenie. Miłość to codzienność, nie święto.

Miłość dla mnie już nigdy nie będzie taka sama, taka naiwna. Nigdy już nie pozwolę sobie na podejmowanie decyzji sercem, teraz liczę tylko na głowę i rozsądek. Jak już wiesz, wyznaję zasadę, że życie jest za krótkie, by męczyć się z drugą osobą. Dlatego też wiem to ja i wie to mój partner, że gdy w naszym życiu przytrafi się coś. Przytrafi się coś, co oddali nas od siebie, coś co spowoduje, że nie będziemy czuć się dobrze ze sobą, bądź gdy nasze drogi nie będą się schodzić, a rozchodzić. Wtedy też przyjdzie moment na osobne życie. Osobne, rozsądne życie z miłością do samych siebie.

Foto Unsplash

Czy tak będzie?! Czy będę zaliczać rozstania ? Czy może znalazłam szczęście na całe życie?

Tego nigdy nie będę już pewna.

Rany w sercu zostają do końca życia.

Druga osoba może złagodzić ból, jednak blizny przypominają o bólu związanym z „miłością”. Bólu, który nawet dziś wyciska łzy z oczu. Bólu związanym nie z rozstaniem z mężczyzną, ale z powodu sposobu walki przy rozstaniu. Walki o dziecko.

Dziś miłość bezgraniczna to ta do dziecka.

 

Chcesz przeczytać więcej moich przemyśleń?  Zapraszam do mojego świata wśród rozterek kobiety/matki 🙂

Och życie … rozterki kobiety

5 sposobów na spokojne życie po rozwodzie!

 

 

Nie pozwól na pustkę… Mamo jesteś też kobietą

Złota klatka nie da ci szczęścia…

Rozdarte serce matki

 

 

15 thoughts on “Walentynki?! Miłość?! Jednak wolę rozwód.”

  1. „Miłość teraz to dla mnie bycie sobą przy drugiej osobie. (…) Zarówno kobieta, jak i mężczyzna będąc razem muszą mieć swoje pasje, swój czas, swoje prywatne życie.” W pełni się zgadzam ze wszystkim co napisałaś 🙂 Pieknie to ujęłaś! Rewelacyjny tekst!

  2. Bardzo mądre słowa, a miłość do siebie to podstawa, która otwiera serce na druga osobę. Mam nadzieję, że Walentynki upłynęły Ci z troską o swoje potrzeby i osób ci najbliższych. P.S musiałam do ciebie zajrzeć, bo jak zauważyłaś mamy taką samą grafikę w wpisach, a i tematy się zaziębiają w pewnym sensie 🙂

    1. Dziękuje, lecę czytać twój walentynkowy wpis 🙂
      Odwaga przychodzi z czasem, moje wpisy są tak emocjonalne, ponieważ taką już jestem blogerką. Piszę prosto z serca, a nie pod statystyki. I to jest fajne 🙂

  3. Mimo, że w małżeństwo jest różnie i nikt nigdy nie powiedział, że jest kolorowo to zaliczamy lepsze i gorsze chwile. Kluczem jest właśnie to co wspomniałaś pasje, hobby, zajęcie każdego z osobna. Wspólnie spędzony czas jest ważny jednak tak samo ważne są chwile dla siebie i spędzanie czasu osobno – choć dla niektórych brzmi to ironicznie.
    Razem z mężem niejednokrotnie mówimy „dzisiaj wieczór każdy sobie” I jesteśmy w jednym mieszkaniu w innych pokojach i każdy robi sobie na co ma ochotę bez żadnych wyrzutów.
    Zapraszam Cię do mnie również na przemyślenia na temat tego „święta” 🙂

  4. Piękne i mądre słowa 🙂 Myślę, że każdy naturalnie przeżywa takie nastoletnie uniesienia, ale nie wszyscy z czasem dochodzą do takich wniosków jak Ty i do końca życia poświęcają się całkowicie dla nowych związków i gdy mija pierwsza faza tego szaleńczego zakochania szybko stają się ponownie nieszczęśliwi.

  5. Bardzo piękne przemyślenia. Ten wpis powinien trafić do wielu osób tkwiących w pozornie szczęśliwych związkach. Mam wrażenie, że to jest jakiś wykreowany schemat, że miłość oznacza poświęcenie. W każdym filmie czy książce ktoś poświęca się dla miłości. Później wpajamy to sobie i staramy się żyć w ten sposób na siłę, nawet wbrew sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *